Przyjaciele i rekomendacje

Ania sprawdziła się  w naszej wspólnej podróży jak mało kto. Super towarzysz, pogodny, wesoły, a zarazem pomocny i odpowiedzialny, jeśli tego wymagała sytuacja. Wiem, bo sprawdziłam, że jest świetnym organizatorem podróży i świetnym towarzyszem. „Anię znam od 10 lat, a tak naprawdę poznałam ją podczas wspólnej podróży do Peru i Boliwii w 2005 roku, zaplanowanej wspólnie od A do Z bez biur podróży. Nieznane miejsca, zaskakujące sytuacje, ekstremalny wysiłek i zmęczenie- w takich okolicznościach można poznać człowieka najlepiej. My to wszystko razem przeżyłyśmy i mogę Wam powiedzieć, że jest to osoba wyjątkowa. Niezwykle otwarta, spontaniczna, ciepła. Jej otwartość i bardzo dobre nastawienie do ludzi, których spotykałyśmy na naszym szlaku łamało wszelkie bariery i otwierało serca. To bardzo cenna umiejętność, którą warto posiąść, bo poznawanie kraju to w dużej części poznawanie ludzi. Poza tym do Ani należało wyszukiwanie dla nas noclegów. Jej pomysłowość i kreatywność sprawiła, że spałyśmy w najlepszych i najciekawszych miejscach jakie mogły nam się przytrafić.

Ania sprawdziła się  w naszej wspólnej podróży jak mało kto. Super towarzysz, pogodny, wesoły, a zarazem pomocny i odpowiedzialny, jeśli tego wymagała sytuacja. Wiem, bo sprawdziłam, że jest świetnym organizatorem podróży i świetnym towarzyszem.”

ANIA SZULOWSKA, lekarz kardiolog pracująca w szpitalu w Gorzowie Wlkp. Podróżniczka, spędziła 3 miesiące w Indiach również jako wolontariusz u ojca  Zelazko. Objechała też Nepal, Peru, Boliwię i Amerykę północną

* * * * *

Maciej Graczyk: Każdemu, kto chce zobaczyć któryś z „końców świata” – polecam wyprawę z Anią i jej Biurem Podróży Alternatywnych „DZIKA BABA”!„Miałem okazję poznać Anię parę lat temu – w nietypowej dla niej roli – uczestnika – a nie organizatora wypraw, gdzie uczyłem Dziką Babę nurkować. I lubimy się do dziś.

Podczas wspólnych wyjazdów – była duszą towarzystwa, a zawsze otoczona wianuszkiem dobrze bawiącej się ekipy – pomagała swoim uśmiechem i pomysłowością całej grupie przeżyć wspólne ciekawe chwile. W sytuacjach stresowych jej doświadczenie – było zawsze ważną pomocą dla mnie.

Kto nie wierzy: niech obejrzy film uwieczniający uśmiechniętą Anię z drapieżną mureną o długości kilku metrów – zrozumie od razu w czym rzecz!

Każdemu, kto chce zobaczyć któryś z „końców świata” – polecam wyprawę z Anią i jej Biurem Podróży Alternatywnych DZIKA BABA !”

MACIEJ GRACZYK – poznański podróżnik, zwiedził już różnymi sposobami około 100 krajów świata – pasjonat wypraw trampingowych, żeglarskich, nurkowych oraz motocyklowych. Odbył m.in.: offroad dokoła Ameryki Południowej oraz samotnie z Poznania do Mongolii, gdzie przedarł się motocyklem przez ponad 3000 km pustyń i stepów Azji.

* * * * *

,,Wyruszyłam z “Dziką Babą” w podróż moich marzeń do Afryki, którą znałam jedynie z książek i filmów. Wyprawa Tanzania-Zanzibar przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Ogromnym przeżyciem było spotkanie z dziką przyrodą, spanie pod namiotem i gwiazdami. Żaden piękny hotel ani nocleg w lodgy nie zastąpi widoku stada zebr pasących się tuż przy wejściu do naszego namiotu. Na nasze życzenie Ania zorganizowała dodatkowo podróż do naskalnych rysunków w Kondoa. Miejsce rzadko uczęszczane, z trudnym dojazdem czerwoną piaszczystą drogą wśród afrykańskich wiosek i lasów. Spotkaliśmy tam jedynie amerykańską ekspedycję archeologiczną i ani jednego turysty.

Było super. Czas się tam dla mnie zatrzymał, przestałam myśleć o codziennych problemach, wspaniale się zrelaksowałam, choć fizycznie zmęczyłam. Zanzibar był zwieńczeniem tej intensywnej podróży. Zniewolił mnie kolor oceanu, dzikie plaże, wszechobecny spokój. W końcu miałam czas tylko dla siebie. Świetna była też wizyta w afrykańskim salonie piękności i u fryzjera. Wszystkie wyszłyśmy z misternymi warkoczykami, które jeszcze po powrocie do domu pacjenci podziwiali na mojej głowie.

Naprawdę polecam tą wyprawę wszystkim, którzy chcą odpocząć i poznać Afrykę taką jak z powieści Karen Blixen. Nasz miły kameralny hotel na wybrzeżu Zanzibaru to rewelacja. Mieszkaliśmy nad samym oceanem, budząc się o wschodzie słońca. Widzieliśmy kobiety w kolorowych sukniach zbierające wodorosty, rybaków wyruszających na połów. Śniadanie w klimatycznej restauracyjce z widokiem na ocean turkusowy, szmaragdowy, błękitny, mieniący się kolorami – i co najważniejsze- ciepły. Z przyjemnością wspominam gromady miejscowych dzieci, które zawsze nas odwiedzały w drodze ze szkoły.

Nigdzie tak nie odpoczęłam jak tam, na wyprawie z “Dziką Babą”. Polecam każdemu, kto chce zapomnieć o pracy i obowiązkach, taki właśnie aktywny wypoczynek. Wyjechałam zmęczona i blada, a wróciłam promienna i szczęśliwa.

Agnieszka Szner, lekarz stomatolog

* * * * *

,,Wybrałam się na wyprawę z Anią do Indii i Nepalu. Indie- kraj wielkich zaskoczeń kulturowych, estetycznych, smakowych. Człowiek po prostu dostaje szoku. A Ania ze swoją pogodą ducha opowiada o tym, co się właśnie dzieje tak, że w człowieku znikają wszelkie znaki zapytania i wpasowuje się w zastaną rzeczywistość z prawdziwą gotowością, uważnością i dziką radością.

Ania ma specyficzny filtr, przez który pokazuje ludziom świat- świat, w którym wszystko jest możliwe, problemy rozwiązują się w locie, wszystko jest godne zainteresowania i zachwytu.

Ania to chodzący zachwyt i optymizm. Oprócz umiejętności pokazywania świata PRAWDZIWYM- dodatkowy bonus przebywania z nią to nawyk pozytywnego myślenia, śmiania się do rozpuku i nawiązywania znajomości z tubylcami, którzy dla niej otwierają serca. Fajnie jest wtedy załapać się na takie spotkania, bo uczą czystych intencji międzyludzkich. Nie da rady poczuć się samotnym w jej towarzystwie, ego wysiada. W czerwcu jadę z nią do Indonezji i zabieram znajomych.

Jedzenie jest wspaniałe. Królują dania wegetariańskie i pikantne ale jak się postaracie, to można znaleźć i nasze europejskie, tylko trzeba dobrze wyjaśnić (nie sugerujcie się, że w karcie jest napisane „łagodne”). Ja tam lubię pikanterię więc miałam wyżerkę. Informacja dla bojących się o żołądek: jadałam przynajmniej jeden posiłek dziennie z budek ulicznych i czułam się wspaniale, nawet wypiłam wodę z kranu. Nikt z grupy nie zachorował.

Program zwiedzania był przygotowany starannie i niebanalnie. Dni w miastach były przeplatane relaksem w ciszy i zieleni dżungli, tak że nie sposób się było bardzo zmęczyć (cudem była kąpiel ze słoniami i wędrówka na ich grzbiecie przez dżunglę).

Zakwaterowanie? Standard przypominający nasze 3 gwiazdki, więc nie martwcie się o czyste łóżko, prysznic z ciepłą wodą, wiatraki lub klimę- i tak w hotelach spędza się tylko noce.

Widziałam zaskakujące zabytki- oprócz tych, które zna cały świat. Ania wynajduje cuda, które w świecie są mało znane, a przyćmiewają starożytny Egipt- np. rzeźby skalne w Gwaliorze. Dla niedowartościowanych mam pociechę: biały człowiek to w Indiach obiekt kultu. Ludzie wciąż prosili nas o to, by sobie zrobić z nami zdjęcia, przy tym byli nienachlani i naprawdę szczęśliwi (zwłaszcza na prowincji).

Indie i Nepal to raj dla zakupowiczów- ciuchy, biżuteria, bibeloty- są tanie jak barszcz (jeśli umiesz się targować- kupujesz za bezcen) i naprawdę urzekające.

Bywaliśmy w kameralnych obiektach sakralnych- hinduistycznych i buddyjskich, gdzie nie spotykaliśmy żadnych turystów. Szczytem sprytu i dyplomacji było załatwienie przez Anię uczestniczenia w obrządku hinduistycznym w ich najświętszej Złotej Świątyni w Varanasi- to było mistyczne przeżycie (national geografic by nam pozazdrościł). Po świątyniach chodzi się zawsze na boso, ale nie bójcie się- grzyba też nikt nie złapał.

W odróżnieniu od wycieczek z taśmociągu, nie przemieszczaliśmy się luksusowym autokarem wycieczkowym, ale  środkami komunikacji ogólnodostępnej, co pozwala poznać lepiej prawdziwe życie. Tak więc naliczyłam, że podróżowaliśmy: samolotem, łodzią pasażerską, kanoe, rikszą, motorikszą, ichniejszymi taksówkami z lat 60-tych, autobusem lokalnym, pociągiem klasy wyższej i tej nieco niższej, zaprzęgiem konnym, metrem (w Indiach są osobne wagony dla kobiet i mężczyzn, no i oczywiście piechotą (niezapomniany spacer po nepalskich wyżynach i wioskach, gdzie podziwialiśmy proste ale bliskie natury życie ludzi o dziwo- znów nie natknęliśmy się na żadnych turystów. Było kameralnie i prawdziwie.

Widziałam, jak ludzie uprawiają, zbierają i przetwarzają  ryż, kukurydzę, paprykę, modlą się, żegnają zmarłych, kapią się i piorą w rzekach, a dzieci- bawią się byle czym i są szczęśliwe. Ja byłam szczęśliwa, bo na każdym kroku przytulałam małe kozy.Zachwycił mnie także mało znany klasztor w Kathmandu, w którym zatrzymaliśmy się na 4 noce. Ja znalazłam tam ducha Buddy, ale niewierzący po prostu będą podziwiać architekturę i życie tamtejszych mnichów (można ich podglądać nawet z okna pokoju).

Aniu, dziękuję, że dzięki Tobie zaznałam wymarzonego SUPER-ODŁĄCZENIA od natłoku odpowiedzialności i pogoni za życiem. To najlepsza terapia ze wszystkich mi znanych! Cenię Twój entuzjazm i wyjątkową osobowość.”

Violetta Nowacka, psycholog, szefowa poradni SELF Przyjazne Terapie

* * * * *

,,Powiedzenie  ” gdzie diabeł nie może tam babę pośle” w przypadku Dzikiej Baby sprawdza się w 100%. Anka jest osobą dla której nie ma rzeczy niemożliwych, która potrafi się dogadać z każdym ,poczynając od riksiarza ,a kończąc na profesorze indologii. Dla Anki  wszystkie drzwi stoją otworem i tak w Gwaliorze chłopak z rynku zaprosił nas do swego domu, a w Katmandu przewodnik  nepalski uczył w swym domu robić pierożki momo…

Wyprawa z Dziką babą to nieustająca przygoda . Moje koleżanki oceniły ten wyjazd w skali 1-10 na 10, a są naprawdę wybredne. Polecam to biuro wszystkim, którzy bardziej cenią sobie klimaty odwiedzanych krajów i są bardziej zainteresowani życiem zwykłych ludzi niż spa i wykwintnymi hotelami. My pojedziemy z nią na pewno jeszcze raz!

Aniu, pokazałaś mi fragment Indii i Nepalu z nietuzinkowej strony. Pozwoliłaś nam zarazić się twą chęcią odkrywania nowości. Życzę Ci, aby Twoja życzliwość do ludzi trwała dalej.

Dzięki, z nadzieją na dalsze wspólne wyprawy.

Małgorzata Pasiecznik

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.